Start»Artyści»Adam Stachowicz

Adam Stachowicz

Adam Stachowicz

Adam Stachowicz

Winter Lady, stainless steel

Adam Stachowicz

Adam Stachowicz

Winter Lady, stainless steel

Adam Stachowicz

Adam Stachowicz

Winter Lady, stainless steel

Adam Stachowicz

Adam Stachowicz

Portret Leona Wyczółkowskiego, stainless steel

Adam Stachowicz

Adam Stachowicz

Polish Eagle, forged bronze

Adam Stachowicz

Adam Stachowicz

Race Horses, forged plate 10mm

Adam Stachowicz

Adam Stachowicz

Violinist, forged sculpture, steel

Adam Stachowicz

Adam Stachowicz

Droga artystyczna

Malował, rysował i rzeźbił odkąd tylko pamięta...

Ukończył Wydział Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, gdzie ukształtowały się główne założenia jego pracy artystycznej oraz stosunek do sztuki. Zawsze chciał być artystą, ale i rzemieślnikiem, wierząc, że takie połączenie nada realizacjom charakterystyczny rys oraz, że sprosta trudnym realiom współczesnego rynku.

Podstawą jego pracy warsztatowej jest łatwość szybkiego przelewania na papier w formie rysunków własnych myśli i odczuć. Tak pracuje nad każdą realizacją, najpierw oswajając się z tematem, a następnie pracując w żywym materiale przestrzeni. Wielokierunkowe zainteresowania pozwalają mu na innowacyjne podejście, a otoczenie – wraz z dziedzictwem zawartym w malarstwie, rysunku, grafice, rzeźbie i muzyce – dostarcza mu niezbędnej inspiracji. Od początku prowadzenia pracowni współpracuje z architektami. Często w znacznym stopniu wpływają oni na kształt lub fundamentalne zarysy realizacji. Taki rodzaj otwartości na sugestie proponowane przez profesjonalistę – architekta jest niezmiernie istotny dla jego sposobu myślenia o projektowaniu. Pojęcia ergonomii i projektowania przestrzeni są dla niego naturalnie zrozumiałe i bliskie, a projekty często, jak sam przyznaje – bywają pracą zespołową.

Od 2007 roku prowadzi Stowarzyszenie Polskich Artystów Kowali.

Wystawy i nagrody

2016 – Plener kowalski podczas Jarmarku św. Dominika w Gdańsku

2015 – „Świat zaklęty w metalu”, ogólnopolska wystawa kowalstwa artystycznego Galeria Sztuki Glaza Expo Design w Gdańsku

2014 – Plener kowalski podczas Jarmarku św. Dominika w Gdańsku

2012 – Plener kowalski podczas Jarmarku św. Dominika w Gdańsku

2011 – Plener kowalski podczas Jarmarku św. Dominika w Gdańsku

2011 – Międzynarodowy plener kowalski w Arboretum w Wojsławicach

2010 – Międzynarodowy plener kowalski w Mazara del Vallo, Sycylia

2010 – Plener kowalski podczas Jarmarku św. Dominika w Gdańsku

2010 – Międzynarodowa wystawa artystów pracujących w metalu w Emsburen, Niemcy

2009 – Indywidualna wystawa w Gaming, Austria

2009 – Wystawa i międzynarodowe pokazy kucia w Gniewie

2008 – Wystawa i pokazy kucia w Gniewie

2007 – Międzynarodowa wystawa w Oude-Ijselstreek w Holandii

2006 – Wydawnictwo Hephaistos zaprezentowało Adama Stachowicza w swoim albumie Metall Design 2006

2004 – Nagroda Prezydenta Miasta Gdańska, wystawa na zamku w Gniewie

2003 – Nagroda za pokaz kucia, wystawa i plener kowalski na zamku w Gniewie

2001 – I nagroda za wartości artystyczne wystawianych prac,wystawa prac kowalskich na zamku w Gniewie

Kontakt

Odwiedź moją stronę stachowicz.com.pl

Adam Stachowicz: Kowalstwo to sposób na życie

Wywiad opublikowany 11 kietnia 2019 na www.trojmiasto.pl

Zaczynał od malowania portretów, na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku studiował rzeźbiarstwo, ale to praca z metalem skradła jego serce. Teraz stoi na czele Stowarzyszenia Polskich Artystów Kowali, a w tym roku jego prace po raz kolejny pojawiły się w prestiżowym wydawnictwie International Metal Design. W rozmowie z nami Adam Stachowicz opowiada o wyzwaniach, z jakimi mierzą się współcześni kowale, nauce warsztatu i swoich ulubionych realizacjach.

Aleksandra Wrona: Kowalstwo artystyczne to mało popularne zajęcie. Jak doszło do tego, że się nim zajmujesz?

Adam Stachowicz: Cała moja przygoda ze sztuką rozpoczęła się dość standardowo, od malowania turystom portretów na ul. Długiej w Gdańsku. Wydaje mi się, że to zajęcie bliskie wielu uzdolnionym plastycznie osobom. Początkowo był to dla mnie sposób na życie i zarabianie pieniędzy, jednak w pewnym momencie poczułem, że chcę czegoś więcej, że potrzebne mi są ambitniejsze wyzwania. Coś, co siedzi we mnie, kazało mi iść dalej. Zająłem się malarstwem, malarstwem ściennym, stiukami, aż w końcu poszedłem w stronę architektury. Dużym przeżyciem było dla mnie wykonanie kamiennych portali, które ozdabiają ul. Długą.

W pracy rzemieślnika kluczowa jest spokojna umiejętność obserwacji własnej porażki.Jaki kierunek studiów wybrałeś?

Już w czasie studiów na gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych intensywnie myślałem o metalu, jednak nie miałem tam warunków do sprawdzenia się w tej materii, dlatego wybrałem rzeźbę ze specjalnością "konserwacja kamienia".

Dobrze rozumiem, że w dziedzinie kowalstwa jesteś samoukiem?

Tak. W tamtych czasach kowale niechętnie wpuszczali obcych do swojego warsztatu, a ja miałem zbyt dużo swojej pracy, żeby się u kogoś zatrudnić. Pracy z metalem uczyłem się metodą prób i błędów. Pamiętam, jak z moim bratem rozpaliliśmy pierwsze palenisko na korbę. To było w Wigilię i rodzicom ciężko było ściągnąć nas do domu na kolację. Te śmieszne początki dały wspaniały efekt w postaci wielu wspólnych lat pracy. Brałem rozmaite zlecenia, próbowałem, testowałem materiał, aż któregoś dnia obudziłem się jako kowal. Jeszcze na ASP trafiłem pod skrzydła wspaniałego profesora Stanisława Gierady, który nauczył mnie, jak efektywnie uczyć się i podejmować wyzwania.

Zdradzisz ten sekret?

Tak naprawdę to nic innego jak godziny, dni, miesiące pracy i związanej z nią frustracji. Wydaje mi się, że w pracy rzemieślnika kluczowa jest spokojna umiejętność obserwacji własnej porażki. Ważny jest też dystans do siebie, trzymanie na wodzy fantazji i stawianie sobie realnych, ale i odważnych oczekiwań. Dzięki temu można próbować jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz...

Co cię urzekło w metalu?

Chyba to, że był on dla mnie wyzwaniem.

Wciąż jest?

Dopiero zaczyna! Jak to mówią, im dalej w las, tym więcej drzew.

W takim razie co jest dla ciebie największym wyzwaniem?

Do każdego zlecenia podchodzę z uwagą. Myślę, że najbardziej wymagające jest dla mnie robienie powtarzalnych elementów. Kiedy robię coś nowego, czuję, że mogę przenosić góry, jednak kiedy muszę powtórzyć coś drugi, trzeci, czwarty raz, to szybko się frustruję.

Jakie były momenty przełomowe w twojej karierze zawodowej?

Było ich sporo. Na pewno pierwszym było namalowanie portretu, z którego byłem zadowolony, potem praca nad portalami przy ul. Długiej, pierwsze doświadczenia z metalem. Dużym wyzwaniem była dla mnie nauka spawania, początki są łatwe, ale potem okazuje się, że jest to ogrom wiedzy. Na szczęście spawanie nie jest najważniejszym elementem w mojej pracy, ale był to krok, który dał mi wiele możliwości.

Realizacją, która nadała kierunek mojej dalszej pracy była rzeźba skrzypka i psów, która znajduje się w Galerii Madison. To była moja pierwsza kuta rzeźba, bez żadnych odlewów. Poczułem, że to kierunek, którym chcę podążać.

W 2006 roku byłeś pierwszym Polakiem, którego doceniono w prestiżowym wydawnictwie International Metal Design.

Tak, jest to niemiecki rocznik wydawany w formie albumowej, w którym znajdują się prace światowej klasy artystów. Wybór jest subiektywny, ponieważ nie istnieją oficjalne rankingi kowali. Znalazłem się tam dzięki znajomemu, który wysłał do wydawnictwa moje prace, dzięki czemu poznałem jego wydawcę. Poproszono mnie o przesłanie większej liczby materiałów. Był to czas zdjęć analogowych, więc wysłałem do Niemiec cały karton zdjęć i rysunków, a w 2006 r. ukazał się album, w którym znalazły się też moje prace. Po raz kolejny na stronach International Metal Design pojawiłem się w tym roku, po tym jak wydawca poprosił mnie o pokazanie mu swoich najnowszych realizacji.

Od 2007 roku prowadzisz Stowarzyszenie Polskich Artystów Kowali. Czym się zajmujecie?

Naszym głównym celem jest promocja dziedzictwa kulturowego, jakim jest kowalstwo. Angażujemy się w takie inicjatywy jak Jarmark św. Dominika, gdzie co roku znajduje się nasze stoisko. Spotykamy się z ludźmi, zapraszamy mistrzów kowalstwa, organizujemy pokazy i warsztaty. Chcemy pokazać ludziom, że wciąż istnieją prawdziwi kowale. Niestety, chociaż w ogłoszeniach pełno jest "kowali", to niewielu z nich naprawdę zajmuje się kuciem. Większość z tych osób zajmuje się po prostu ślusarstwem. To nazewnictwo jest w branży źródłem wielu niesnasek. Upraszczając, kowalstwo to robota ręczna, a ślusarstwo - maszynowa. Wraz ze Stowarzyszeniem staramy się uczulać ludzi na tę kwestię.

Ogromną nadzieję wiążemy z Muzeum Gdańska, oddział Kuźnia Wodna w Oliwie, z którym nawiązaliśmy w zeszłym roku stałą współpracę. Jeszcze trwa remont obiektu, ale pomimo to w 2018 r. udało się zrealizować parę wydarzeń takich jak wystawy, pokazy i szkolenia. Kowalstwo i wątki z nim związane są szalenie nośnymi tematami zyskującymi coraz większą popularność wśród społeczeństwa, co pozwala mieć nadzieję, iż działania w Kuźni Wodnej wpiszą się w ofertę kulturalną Gdańska.

Ogromną nadzieję wiążemy z Muzeum Gdańska, oddział Kuźnia Wodna w Oliwie, z którym nawiązaliśmy w zeszłym roku stałą współpracę. Jeszcze trwa remont obiektu, ale pomimo to w 2018 r. udało się zrealizować parę wydarzeń takich jak wystawy, pokazy i szkolenia. Kowalstwo i wątki z nim związane są szalenie nośnymi tematami zyskującymi coraz większą popularność wśród społeczeństwa, co pozwala mieć nadzieję, iż działania w Kuźni Wodnej wpiszą się w ofertę kulturalną Gdańska.

Czy zagrożeniem dla współczesnych kowali są produkty z sieciówek?

Kontakt z kowalem to coś więcej niż zamówienie gotowego wzoru. To wymiana dóbr. Każda rzecz, która robię własnymi rękami, to cząstka mnie.Moda na produkty z sieciówek rozpoczęła się ok. 10 lat temu. Są one bardzo tanie, ale jakość zostawia wiele do życzenia. Pamiętam, jak moi koledzy ze Stowarzyszenia bali się, że nasz zawód przestanie być potrzebny. Powiedziałem wtedy, że dopiero teraz ludzie zobaczą różnicę między ręczną robotą a produkcją taśmową i kowalstwo stanie się modne. Miałem rację. Warto pamiętać o tym, że kontakt z kowalem to coś więcej niż zamówienie gotowego wzoru. To wymiana dóbr, a nie sytuacja w stylu "płacę - żądam". Każda rzecz, którą robię własnymi rękami, to cząstka mnie. Potrzeba tu wzajemnego zaufania.

Czym jest dla ciebie kowalstwo?

Kowalstwo to sposób na życie, na robienie czegoś, co lubię. Nie ma w tym wielkich pieniędzy, bo pieniądze wiążą się z produkcją taśmową, automatyczną. To, co robimy ze Stowarzyszeniem to rodzaj pracy pozytywistycznej. Współczesne rękodzieło to coś, co niesie przyszłym pokoleniom przekaz o naszej kulturze. To pamięć o tym, kim byliśmy, czym żyliśmy.

Czy jest jakaś praca, z której jesteś szczególnie dumny?

Taka praca jeszcze nie powstała. Na szczęście, bo nie miałbym za czym gonić. Jedną z moich lepszych realizacji jest portret Anny Walentynowicz, znajdujący się Sali BHP Stoczni Gdańskiej. Jest to małe popiersie, w którym sama twarz zrobiona jest z jednego kawałka blachy, całkowicie kuta za pomocą młotka. Byłem ciekaw, czy uda mi się wykonać to taką techniką i się udało, opłaciłem to dużą ilością potu i łez, jednak satysfakcja była ogromna.

Tak samo jestem zadowolony z realizacji postaci kobiety ze stali nierdzewnej. Tradycyjnie rzeźba w metalu była wykonywana za pomocą technik repusowania, tj. wykuwania form ze stosunkowo cienkich blach z miękkich materiałów, takich jak mosiądze i brązy. Wykonanie postaci repusowanej w stali nierdzewnej to jednak niecodzienna realizacja. Oczywiście każdy rok przynosi nowe wyzwania, więc na znudzenie rutyną się nie zanosi.